Polska - Mauzoleum Schlesier Ehrenmal w Wałbrzychu - Totenburg

 

Są na mapie Dolnego Śląska miejsca, o których historia najchętniej by zapomniała, schowała głęboko w szufladzie i już nigdy nie otwierała. Niestety, z przeszłością tak łatwo się nie da — nawet jeśli budzi niepokój, kontrowersje albo zwyczajnie ciarki na plecach.  


Jednym z takich miejsc jest Schlesier Ehrenmal. Nazwa brzmi obco i tajemniczo, jakby wyjęta z jakiejś zapomnianej kroniki. Mało komu coś mówi — do czasu. Wystarczy użyć jej bardziej znanego odpowiednika: Totenburg. Pewnie niektórym z Was już zapaliła się lampka. Tak, chodzi o tę monumentalną, kamienną budowlę skrytą wśród wałbrzyskich wzgórz. Konstrukcję, która wygląda jednocześnie fascynująco i niepokojąco.


Schlesier Ehrenmal to dawna "świątynia" wałbrzyskiego SS, miejsce uroczystości i potajemnych przesyconych mistycyzmem rytuałów. Schlesier Ehrenmal powstal w latach 1936 – 1938, jako pomnik chwały. Miał upamiętniać 170 tysięcy Ślązaków, którzy stracili życie podczas I wojny światowej, 25 bojowników NSDAP, a także ofiary wypadków w kopalniach.
Schlesier Ehrenmal błędnie nazywany Totenburg powstał z rozmachem, który miał imponować i robić wrażenie. Projekt zakładał monumentalność, surowość i symbolikę — wszystko to, co miało podkreślać potęgę i propagandowy przekaz swoich twórców. Dziś, patrząc na jego mury, trudno nie poczuć mieszanki podziwu dla samego kunsztu architektonicznego i dyskomfortu wynikającego z wiedzy, do czego to miejsce służyło i jakie idee reprezentowało.



Budowla znajduje się na wschód od centrum miasta, na północnym zboczu Niedźwiadki na wysokości ok. 510–530 m n.p.m.
Mauzoleum zostało usytuowane na stoku, na rzucie prostokąta o wymiarach 24,40 × 27,85 m i wysokości od 6,0 do 7,5 m. Po obu stronach elewacji frontowej znajdowały się niewysokie skrzydła zakończone cokołami na których ustawione były rzeźby orłów osadzone na kulach z wyrytą swastyką.

Zamurowane główne wejście od strony wewnętrznej

Dziś to miejsce nie ma nic z dawnej świetlności. To obraz nędzy i rozpaczy. Po złotych i marmurowych mozaikach niema śladu. Pozostały tylko zarysy na ścianach i sufitach, że kiedyś coś tam było. 

Ślad na ścianie, że kiedyś znajdowała się tu mozaika

Krużganki są zdewastowane i zamalowane graffiti, które nic nie reprezentuje. Wszędzie walają się śmieci i butelki. Widać że to miejsce zamieniło się w meliniarę. Choć bardzo lubię chodzić po podziemiach tym razem nie zdecydowałam się na zejście. Może kiedyś jeszcze będę miała okazję ale nie tym razem. Jakoś nie miałam potrzeby aby tam schodzić. 

Zejście do podziemi

Choć budowla wciąż stoi, widać po niej, że natura toczy tu swój cichy, wytrwały bój. Zarastające ścieżki, popękane kamienie, graffiti, które ktoś zostawił w chwili zbuntowanej inspiracji — wszystko to sprawia, że Schlesier Ehrenmal popada w ruinę. Historia nie może go wymazać, ale czas próbuje zrobić to za nią.




Co ciekawe, mimo tej destrukcji, miejsce wciąż przyciąga. Jednych fascynuje architektura, innych mroczny klimat, a jeszcze innych legenda, jaka narosła wokół ruin. Niektórzy mówią, że budowla ma „swoją energię”, inni po prostu przychodzą tu na spacer z ciekawości.




W centrum dziedzińca stała metalowa kolumna ze zniczem chroniona u podwalin przez cztery lwy. Lwy czuwają u podstawy kolumny, natomiast na samej górze trzech młodzieńców dźwiga szeroką misę ofiarną znicza. Owa kolumna miała 6 metrów wysokości i ważyła około 2100 kg.

Źródło: walbrzych.dolny-slask.org.pl

Cztery ryczące lwy znajdujące się na cokole maja otwarte paszcze i są inspirowane rzeźbą Lwa Brunszwickiego. Ryczące lwy miały za zadanie oznajmiać zmartwychwstanie poległych w dniu Sądu Ostatecznego.

Źródło: walbrzych.dolny-slask.org.pl

Dziś pozostał pusty dziedziniec, porośnięty trawą, a miejsce wspomnianego znicza służy do grillowania. 






"Totenburg" to punkt na mapie, który nie jest oczywistą atrakcją turystyczną. Nie znajdziesz tu tablic informacyjnych, przewodników ani tłumów. Ale właśnie to sprawia, że miejsce ma swój niepowtarzalny charakter. To przestrzeń, w której historia mówi szeptem, a nie krzykiem. Trzeba dać jej chwilę, wsłuchać się w nią i pozwolić, by sama do nas przemówiła.




Są tacy, którzy twierdzą, że najlepiej byłoby, gdyby to miejsce całkiem zniknęło z powierzchni ziemi. Inni uważają, że powinno pozostać, jako świadectwo, jako przestroga, jako kawałek historii, którego nie wolno wygładzać ani wymazywać.




A ja? Uważam, że Schlesier Ehrenmal - Totenburg warto odwiedzić choć raz. Nie po to, by się zachwycać. Raczej po to, by zrozumieć, że historia to nie tylko piękne pałace i zamki, ale także mroczne zakamarki, które mówiłyby dużo więcej, gdyby tylko ktoś chciał ich wysłuchać.


Wokół Totenburga narosło tyle historii, że spokojnie można by napisać osobną książkę. Najpopularniejsza z nich mówi o podziemnych korytarzach, które mają łączyć budowlę z okolicznymi wzgórzami. Niektórzy są przekonani, że wejścia zostały dawno zasypane, inni twierdzą, że istnieją, tylko dobrze je ukryto.

Bywają też opowieści bardziej mroczne — o nocnych odgłosach, o „ciężkiej atmosferze”, którą można poczuć tuż po zmierzchu, a nawet o samotnych postaciach widzianych między drzewami. Brzmi jak bajka na dobranoc? Być może. A może to ten specyficzny klimat ruin sprawia, że wyobraźnia po prostu lubi tu chodzić własnymi ścieżkami.


Kiedy już staniesz przed Totenburgiem, pierwsze, co cię dopadnie, to uczucie… zatrzymania. Jakby czas zwolnił o połowę. Monumentalne łuki, chłód kamienia, pustka wewnątrz i szum drzew dookoła — wszystko to tworzy nastrój, który trudno porównać z jakimkolwiek innym miejscem.

To nie jest zabytek, który zwiedza się z mapą w ręku. To przestrzeń, którą się przeżywa. Każdy inaczej. Jedni wracają z ciężkim sercem, inni są zafascynowani, jeszcze inni czują, że zobaczyli coś, o czym trudno opowiedzieć słowami.


Ruiny takie jak Totenburg przypominają, że historia nie jest czarno-biała. Składa się z blasków i cieni, z triumfów i tragicznych rozdziałów. Nie wszystko, co przetrwało, jest piękne. Czasem to, co najbardziej szpeci, mówi najwięcej.

Może właśnie po to warto tu przyjść, żeby zobaczyć, jak przeszłość powoli obrasta zielenią, jak traci ostre kanty, jak natura cierpliwie robi swoje. I żeby uświadomić sobie, że nawet te najmroczniejsze miejsca można oswoić nie po to, by je gloryfikować, lecz by zrozumieć, jaką drogę przeszła historia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polska - Inwałd Park

Bułgaria - Jaskinia Devetashka (Devetashka Cave)

Polska - Ruiny Zamku Bolczów w Janowicach Wielkich

Polska - Zamek Bolków

Polska - Skalna Czaszka w Górach Stołowych

Polska - Tajemnicza śmierć w Górach Stołowych

Albania - Akwedukt Alego Paszy w Bënça

Albania - Ruiny Zamku Rodonit zwane także Zamkiem Skanderbega ( Kalaja e Rodonit )

Polska - Ruiny zamku krzyżackiego w Radzyniu Chełmińskim